• baner1
  • baner2
  • baner3

 

Chcąc wzbogacić Kronikę Gostyńską, która i tak już pełna jest wspomnień o osobach wybitnych czy to cnotami i talentem czy też zdolnościami, pospieszam na skierowaną do mnie prośbę redakcji z garścią informacyj o mych wujach Koperskich, którzy wprawdzie już dawno ułożyli się do snu wiecznego, lecz o których wśród mieszkańców gostyńskich – zwłaszcza starszej generacji – zachowała się jeszcze żywa pamięć jako o zdolnych muzykach i ludziach typu dziś już nie spotykanego.


Koperskich było trzech braci: Franciszek, Maksymilian i Mikołaj. Rodzina ta zdawna osiadła w Gostyniu była podług tradycji rodzinnej dość zamożna. Wiem np., że Koperscy posiadali w ul. Leszczyńskiej dom z bardzo pięknym ogrodem, dalej folwarczek składający się z domu mieszkalnego, robotniczego i budynków gospodarczych, poza tym ziemię, na której stoi dziś mleczarnia, ogród na Nowych Wrotach i ulesinę położoną w stronę Róży.


Najstarszy z wspomnianych braci Koperskich, Franciszek, urodził się 24. marca 18111, Maksymilian 8. października 1812 a Mikołaj 9. września 1815 z Kaspra i Teofili z Sobockich. Dwaj pierwsi, którzy od młodości okazywali wybitny talent muzyczny, kształcili się w tym kierunku i to przypuszczalnie u “dyrygenta i premiera" orkiestry klasztornej, która cieszyła się wielką sławą, Andrzeja Niestrawskiego. Pierwszy t. j. Franciszek zaciągnięty do wojska przez władze zaborcze przebywał przez kilka lat w Koblencji nad Renem, gdzie był członkiem tamtejszej orkiestry wojskowej; czy miał jaką szarżę wojskową, nie wiem. W r. 1833, po powrocie do Gostynia, został organistą klasztornym po zmarłym w r. 1831 Marcinie Niedźwiedzińskim. Drugi, Maksymilian, kształcił się u jakiegoś wybitnego muzyka we Wrocławiu, którego nazwiska niestety nie pamiętam. Na terenie wrocławskim odznaczył się jako skrzypek i kompozytor utworów kościelnych. Często występował też jako koncertant we Wrocławiu dopóki go podczas jednego z koncertów nie tknął paraliż na prawą rękę, kładąc kres dalszej jego karierze koncertowej. Wrócił zatem do swego rodzinnego miasta i zwrócił tu rychło na siebie uwagę księży z kongregacji św. Filipa w Głogówku pod Gostyniem, którzy zrobili go w r. 1839 dyrektorem swej orkiestry klasztornej składającej się z 24 osób. Orkiestrę tę utrzymywano z dochodów jednego z folwarków klasztornych.


Od tej chwili obaj bracia Koperscy – Maksymilian i Franciszek zamieszkali na św. Górze pod Gostyniem i, chociaż ich nieraz namawiano, by dali się poznać na szerszym świecie muzycznym, stale odmawiali, mówiąc: “My służymy Marii i nigdzie nie pójdziemy". Byli to ludzie wielkiej wiary i pełni gorącego kultu dla Najświętszej Panny. Nie wstąpili też w związki małżeńskie i jako kawalerowie zeszli z tego świata, opiekując się do końca życia i kształcąc dzieci swej owdowiałej siostry Bartlewiczowej, która również mieszkała w Gostyniu.


Z dawnych lat utrwaliło się w mej młodej pamięci niezatarte wspomnienie nabożeństwa żałobne za duszę dwóch poległych w powstaniu 63 roku bohaterów. Byli to Ludwik Mycielski z Chociszewic i Witold Turno ze Słopanowa, narzeczony śp. Marii Mycielskiej z Chociszewic, późniejszej dziedziczki Gębie, która mu też poza grób dochowała wiary, gdyż pozostała panną.


Na żałobne to nabożeństwo zjechała się do klasztoru gostyńskiego cała elita ziemiaństwa wielkopolskiego. Wuj mój był w ambarasie, co z okazji tego nabożeństwa zagrać. Nie mając nic odpowiedniego, sam ułożył na orkiestrę hymn oparty na motywach “Boże coś Polskę", który odegrano podczas Offertorium. Gdy melodia ta rozbrzmiała w kościele, usłyszałam ze wszystkich stron jęki i płacz, a pienia szły pod strop świątyni i widać doszły do tronu Najwyższego, bo Polska znów zmartwychwstała.


Upadek powstania był strasznym ciosem dla naszego społeczeństwa. Przygnębienie było ogromne i trzeba było dodać otuchy narodowi i wzmocnić w nim nadzieję w lepszą przyszłość. W tym też celu zabrano się do pracy organizacyjnej a wskutek nowego prądu urządzili okoliczni ziemianie wkrótce potem wystawę rolniczo-przemysłową na placu za targowiskiem, gdzie później powstała cukrownia.


Dowodem, jak się w owych czasach społeczeństwo skupiało, to powstanie Kasyna Gostyńskiego, w którym odbywały się zgromadzenia a w czasie karnawału huczne zabawy.
Zjazdy były wówczas w Gostyniu wielkie, a, jak mi mówiła śp. Emilia z Koczorowskich Chłapowska z Karczewa, wstępowała, wracając z córkami z balu gostyńskiego do Bonikowa, na drugi bal do dziekana Koperskiego w Dolsku, krewnego naszych gostyńskich Koperskich.


Powracając jednak jeszcze do tychże wypada mi zaznaczyć, że Maksymilian jako kompozytor pozostawił po sobie cały szereg mszy św. na orkiestrę kościelną, z których odznaczała się wielkim patriotyzmem msza do Najświętszej Panny Królowej Korony Polskiej: “Mario Panienko Święta", której jednak nie drukowano ze względu na jej patriotyczny charakter. Słów do tej mszy dostarczył sławny kaznodzieja ks. Prusinowski, który również był rodem z Gostynia. Zachował się spis utworów Maksymiliana Koperskiego wyliczający 58 różnych mszy i pieśni, polskich i łacińskich, na orkiestrę i na organy. Niestety, tylko część tych utworów zachowała się w posiadaniu rodziny, reszta rozproszyła się po całej Wielkopolsce. Zupełnie się nie zachowały pieśni patriotyczne jak polki (np. Rózia Polka), mazurki, krakowiaki, walce itp. Jeden z utworów nosi nazwę “Marsz Wielkopolski" i był ułożony dla śp. Janaszewskiego w Gostyniu. Jednego z mazurów skomponował Koperski dla śp. Zofii Kurnatowskiej.


Gdy nadszedł rok 1875 i okres tak zwanego kulturkampfu, zmusiły władze pruskie kongregację ksks. filipinów do opuszczenia swej siedziby na Głogówku. Odtąd rozpoczęła się kilkoletnia tułaczka kongregacji zakończona ostatecznie osiedleniem się w Tarnowie w Małopolsce. Tym-samym i wujowie moi stracili oparcie, choć pozostali na miejscu, otrzymując skromne zaopatrzenie ze strony władz pruskich, które zagarnęły cały majątek klasztorny i wzięły go we własną, dziesiątki lat trwającą administrację,


Koperscy przeżyli konfiskatę klasztoru jeszcze dość długie lata, gdyż umarli dopiero w r. 18862. Spoczęli w podziemiach klasztoru pod kaplicą św. Barbary i św. Karola Boromeusza. Trzeci, najmłodszy ich brat dzierżawił majętność Rumiejki z klucza winnogórskiego, byłej własności generała Henryka Dąbrowskiego, i zmarł podobno tegoż samego roku, co gostyńscy Koperscy. Pochowano go na cmentarzy w Winnogórze.


Na wieść o śmierci Maksymiliana i Franciszka Koperskich polecili ksks. filipini eksportować zwłoki ich na Świętą Górę ks. proboszczowi Hejnowiczowi z Czerwonejwsi, b. księdzu z kongregacji, a w dzień ich pogrzebu wszyscy księża filipini w Tarnowie odprawili żałobne msze święte za ich dusze.


Z Koperskimi zeszedł ze świata już dziś tak rzadko spotykany typ ludzi skromnych, nie wysuwających się na widownię, czyniących dużo dla podniesienia muzyki kościelnej, którą umiłowali całą duszą i w którą wlali całą treść swego życia. Nie można też pominąć milczeniem, że wyszukiwali talenty muzyczne i kształcili bezinteresownie ludzi, którzy zajmowali później wybitne stanowiska.


Pisano w Koźminie w październiku 1938.


Maria Ruge – Rużyna
Koźmin



KRONIKA GOSTYŃSKA
CZASOPISMO REGIONALNE
Tom X. Nr 5. (103)
Gostyń, dnia 1 maja 1939 roku


1 Rodzicami chrzestnymi byli Wawrzyniec Wenzel i Barbara Heins-chowa, u Maksymiliana Wojciech Sura Teofila Buczyńska, u Mikołaja Teodor Sprynga i Konstancja Surowa (red).

2 Maksymilian umarł 6. września 1886, daty śmierci Franciszka nie udało się stwierdzić. W końcu swego życia mieszkali w ul. Klasztornej (red).


bocznypanel swieta gora

bocznypanel plyty

bocznypanel fragmentykoncertow

bocznypanel zapowiedzi

bocznypanel manuskrypty
bocznypanel 1procent

palestrina

© Stowarzyszenie Miłośników Muzyki Świętogórskiej im. Józefa Zeidlera | Kontakt